Tytułowe pytanie to trochę żart, bo nie da się odpowiedzieć jak sprzedawać kursy online w jednym, a nawet kilku wpisach 😉
Ruszam ten temat z dwóch przyczyn:
- Sama od grudnia 2025 uczę się u Eweliny Muc, jak powtarzalnie i w przewidywalny sposób sprzedawać kursy online. Mam z tego procesu wiele przemyśleń.
- Wiem, że wielu lektorów myśli o kursach online jako opcji na rozwinięcie biznesu i uwolnienie się od przeliczania godzin pracy na złotówki. Zastanawiacie się pewnie, jak w ogóle ugryźć temat.
Dziś chcę skupić się na jednym aspekcie całej sprzedaży, czyli stała dostępność kursu (tzw. kursy evergreen) versus okienka sprzedażowe. Okienka oznaczają, że kurs można kupić tylko kilka razy w roku, przez okres kilku-kilkunastu dni. Omówię to na przykładzie „Prosperujący Lektor – Sprzedawaj na LinkedIn„.
Do tej pory sprzedawałam go w opcji evergreen. Największą sprzedaż udało mi się osiągnąć w kwietniu/maju 2025 roku, kiedy poinformowałam o podwyżce ceny. W pozostałym okresie nie mogłam przewidzieć, kiedy i kto go kupi, to były randomowe strzały.
Pod wpływem szkolenia Eweliny zmieniłam zasady – przełączam się w tryb „okienkowy”. Jego zalety:
- Pierwsza i najważniejsza – klient zyskuje mocny impuls zakupowy. Niestety jest tak, że jeśli coś jest stale dostępne, odkładamy decyzję o dołączeniu na wieczne nigdy. Zalewają nas inne komunikaty, praca itp. Szczerze mówiąc, bardzo się aktualnie zastanawiam, czy podobnie nie dzieje się z kursami językowymi, czy też nie miałoby sensu wprowadzić takiego systemu sprzedaży — przynajmniej na niektóre programy. Inny przykład? Vinted. Ile razy zdarza się, że ktoś tylko „lajkuje” ciuch, który dalej sobie smętnie wisi w tej wirtualnej szafie… Ale kiedy piszę klientce, że jeśli kupi w ciągu pół godziny, to wyślę jeszcze dziś, pojawia się decyzja! Bo wizualizuje sobie, że już następnego dnia może mieć tę rzecz u siebie. To jest właśnie impuls zakupowy.
- Nie trzeba cały czas robić intensywnego marketingu. Oczywiście w idealnym świecie całą robotę odwalają za nas reklamy internetowe, ale tego się trzeba nauczyć. Ja jeszcze nie umiem 😉 Poza tym nawet one mogą się wykrzaczyć – doświadczona znajoma miała ostatnio taką sytuację, że chodząca od dłuższego czasu reklama nagle przestała działać, bo Meta coś pozmieniało po swojej stronie i znów przełączyło ją w tryb uczenia się. Znajoma musiała na szybko wymyślić, jak uzupełnić lukę w zapisach. (Reklama jest zazwyczaj ustawiona na bezpłatne freebie, z celem zbierania adresów e-mail.) Dzięki temu można sobie na przykład zaplanować taki rytm pracy: 2-3 tygodnie mocniejszego marketingu i sprzedaż – półtora miesiąca pracy z klientami i większego spokoju. I pracować w takich dwumiesięcznych cyklach. Na ten moment pomysł mi się podoba. Dam znać o dalszych wnioskach 🙂
- Przy pierwszej sprzedaży trzeba włożyć sporo pracy w stworzenie całego systemu. Stworzenie freebie, np. bezpłatnego e-booka oraz wyzwania, postawienie landingów do nich, napisanie maili wysyłanych po pobraniu freebie, maili do wyzwania, maili sprzedażowych. Trochę tego jest. Ale przy kolejnych razach mogę już ponownie skorzystać z tych materiałów, jedynie podkręcając je na podstawie wyciągniętych wniosków.
- Sprzedaż jest bardziej przewidywalna. To jest ciekawe, ale biznes rządzi się pewnymi stałymi liczbami. Na przykład przeciętna konwersja sprzedaży wynosi 2% – czyli 2% osób z listy mailingowej kupi szkolenie. Łatwo więc policzyć, ile osób musi być na liście osób zainteresowanych produktem, żebyśmy sprzedali na przykład 10 kursów (500 osób!). Reklama chodzi, ale widzę, że każdego dnia zapisuje się zbyt mało osób? Mogę podziałać w socialach, mogę zobaczyć, co jest nie tak z reklamą. Mam kontrolę i wpływ. Mogę też starać się poprawić moją konwersję przez lepsze przemyślenie kampanii sprzedażowej, wyciągnięcie wniosków z poprzednich sprzedaży itp.
Naprawdę, jestem w stanie sobie wyobrazić taki system, że na przykład od czerwca zbieramy sobie listę zainteresowanych kursami językowymi, „grzejemy atmosferę” z informacją, że zapisy będą tylko w takich i takich terminach i potem robimy ograniczony czasowo nabór. Jak myślicie, działałoby? Oczywiście trzeba mieć kurs, który będzie pożądany przez klientów, żeby powstało to uczucie: „Muszę to mieć”. Dlatego na przykład małe marki odzieżowe robią tak zwane „dropy”, czyli wrzucają krótkie limitowane kolekcje ubrań. Ludzie wykupują je niekiedy nawet w ciągu kilku godzin. Co nas kręci? Niedostępność 😉
Napisz mi, proszę, w komentarzu, czy ten temat jest dla Ciebie ciekawy i czy powinnam go pogłębiać w kolejnych wpisach. A piszę o nim akurat teraz, ponieważ trwa właśnie nabór do „Sprzedawaj na LinkedIn”.
Myślałxś o tym kursie? Dołącz do listy zainteresowanych – do tych osób będę wysyłać szczegółowe informacje o programie.
Czekam na Twoją opinię. Czy takie okienka sprzedażowe to dobry pomysł na „tradycyjne” kursy językowe? Czy chcesz tu zobaczyć więcej treści o kursach online? Daj znać 🙂

